Skutki braku implementacji III dyrektywy komunikacyjnej, Bartłomiej Krupa, Gazeta Ubezpieczeniowa, 13.09.2011

W sektorze ubezpieczeniowym w ostatnim czasie jednym z istotniejszych wydarzeń skupiających uwagę branży było uchwalenie przez Sejm nowelizacji ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych UFG i PBUK (dalej: ustawa). Obok podstawowego problemu podwójnego OC, udało się przy tej okazji dokonać kilku korekt. Począwszy od oczywistych wpadek legislacyjnych, jakie wynikały z odesłania w art. 110 ustawy do art. 98 ust. 1 pkt 2 dzięki czemu, literalnie rzecz ujmując, w oparciu o samą ustawę Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny powinien regersować wyłącznie niezidentyfikowanych sprawców, poprzez doprecyzowanie zakresu odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń, kończąc na kwestiach prozaicznych, jak udostępnianie dokumentacji przez wspomniany Fundusz.

W tym ostatnim obszarze brak jednoznacznej regulacji stanowił istotne ograniczenie uprawnień osób występujących z roszczeniami do Funduszu, powodując nieuzasadnione zróżnicowanie ochrony prawnej. O ile bowiem w przypadku odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń poszkodowany miał możliwość weryfikacji podstaw ustaleń faktycznych poprzez wgląd w dokumenty, o tyle gdy dysponentem takich dokumentów stawał się Fundusz, droga do nich okazywała się zamknięta.  Wynika to z faktu, że art. 14 ust. 5 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych UFG i PBUK, regulujący obowiązek udostępniania dokumentacji, jako podmiot, na którym taki obowiązek ciąży, wskazuje wyłącznie zakład ubezpieczeń, którym jak wiadomo Fundusz nie jest.

Obok licznych problemów, które nowelizacja rozwiązuje, istnieją jednak inne, niemniej palące, które pozostały poza zainteresowaniem ustawodawcy, choć nie powinny. Pomijając subiektywne odczucie potrzeby regulacji prawnej w każdej sytuacji, w której domagałoby się tego wyrównywanie pozycji stron stosunku prawnego, wywód zostanie ograniczony do jednej kwestii. Wydaje się ona o tyle istotna, że zaniechanie legislacyjne jest w tym przypadku nie tylko przyczyną narażania osób poszkodowanych na mitręgę i uczestnictwo w bezprzedmiotowym sporze zakładu ubezpieczeń z Funduszem, ale jednocześnie stanowi naruszenie prawa unijnego.

Zgodnie z art. 4 III Dyrektywy Rady (90/232/EWG) z dnia 14 maja 1990 r. w sprawie zbliżenia ustawodawstw Państw Członkowskich odnoszących się do ubezpieczenia w zakresie odpowiedzialności cywilnej za szkody powstałe w związku z ruchem pojazdów mechanicznych (Dz.U.UE L z dnia 19 maja 1990 r.) w przypadku sporu między organem, określonym w art. 1 ust. 4 dyrektywy 84/5/EWG i ubezpieczycielem udzielającym ochrony w zakresie odpowiedzialności cywilnej, dotyczącego ustalenia, który z nich musi wypłacić odszkodowanie osobie poszkodowanej, Państwa Członkowskie podejmą właściwe środki, w celu wyznaczenia jednej z tych stron jako odpowiedzialnej w pierwszej kolejności za niezwłoczne wypłacenie odszkodowania osobie poszkodowanej. Wyjaśniając należałoby dodać, że organem, określonym w art. 1 ust. 4 dyrektywy 84/5/EWG jest instytucja mająca za zadanie wypłacanie odszkodowań, co najmniej w granicach obowiązkowego ubezpieczenia, za szkody majątkowe lub szkody na osobie spowodowane przez nieustalony pojazd lub pojazd, w stosunku do którego nie spełniono obowiązku ubezpieczenia, czyli w przypadku Polski – Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. Drugie, niemniej istotne wyjaśnienie – Polska jako kraj członkowski UE nie podjęła od chwili wejścia do Unii właściwych środków, o których mowa w dyrektywie.

Skutki opisywanej pustki legislacyjnej dotyczą pojawiających się w praktyce nierzadko negatywnych sporów kompetencyjnych UFG i zakładu ubezpieczeń. W tym kontekście należy przeanalizować sytuację prawną pasażera pojazdu, który uczestniczy w zderzeniu dwóch pojazdów, z których tylko jeden zostaje ustalony, a drugi z kierujących zbiega z miejsca zdarzenia i pozostaje nieustalony. Dla pełnej klarowności przyjmijmy, że sprawcą sytuacji wypadkowej był kierujący, który się oddalił. W takiej sytuacji poszkodowany (kolejne założenie upraszczające – nie będący współwłaścicielem pojazdu, ani nie przewożony z grzeczności) może zgłosić swoje roszczenie do znanego posiadacza pojazdu, wszak ten odpowiada względem niego zgodnie z art. 435 k.c. w zw. z 436 k.c. na zasadzie ryzyka. Zakład ubezpieczeń nawet jeżeli sprawstwo zdarzenia, jak przyjęto, jest w pełni klarowne, nie może uchylić się od odpowiedzialności, powołując się na przesłankę egzoneracyjną –  powstania szkody wyłącznie z winy osoby trzeciej – nieustalonego kierującego drugim pojazdem. Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem uchylenie się od odpowiedzialności wymaga identyfikacji osoby trzeciej. „Bez takiej bowiem identyfikacji nie będzie z reguły możliwe ustalenie w sposób pewny, czy dana osoba jest rzeczywiście «trzecią» w rozumieniu powyższego przepisu i jego przyjętej wykładni, tj. czy chodzi o osobę, za którą przedsiębiorstwo nie odpowiada z jakiejkolwiek podstawy lub pozostającą całkowicie poza jego ruchem. Nie będzie też możliwe przypisanie w sposób nie budzący wątpliwości osobie nie zidentyfikowanej winy, a to z uwagi na niemożność ustalenia, czy nie zachodzi przypadek niepoczytalności (art. 425 kc) lub nie odpowiedzialności ze względu na wiek (art. 426 kc).” (Wyrok Sądu Najwyższego – Izba Cywilna i Administracyjna z dnia 8 listopada 1988 r., II CR 315/88). Wobec powyższego, odpowiedzialność ubezpieczyciela w analizowanej sytuacji nie budzi wątpliwości.

Poczucie sprawiedliwości, niechęć przerywania bezszkodowego przebiegu ubezpieczenia, czy choćby nawet kaprys mogą jednak spowodować, że pasażer nie będzie chciał dochodzić naprawienia szkody od niewinnego kierowcy i jego ubezpieczyciela, lecz od faktycznego sprawcy. Jest z tym pewien problem, gdyż ten pozostaje nieustalony, a jak wynika z art. 98 ust 1 pkt 1 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych w takiej właśnie sytuacji można zgłosić roszczenia do Funduszu. Fundusz odpowiada w okolicznościach uzasadniających odpowiedzialność cywilną kierującego, który zbiegł. W opisywanej sytuacji, zgodnie z art. 435 k.c. w zw. z 436 k.c., podobnie jak kierujący, z którym podróżował pasażer odpowiada on względem tego pasażera na zasadzie ryzyka.

Dla dokonania pełnej analizy sytuacji prawnej poszkodowanego pasażera należy tylko dodać, że zgodnie z art. 441 § 1 k.c., jeżeli kilka osób ponosi odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną czynem niedozwolonym, ich odpowiedzialność jest solidarna. W tym świetle pozycja pasażera wydaje się w pełni bezpieczna, gdyż może zgłosić roszczenia do jednego z dwóch podmiotów, a nawet do obu z nich łącznie – ubezpieczyciela i UFG i ma zagwarantowane ich zaspokojenie.

W praktyce jeżeli odpowiadają wszyscy – nie odpowiada nikt. Fundusz, który otrzymuje w takiej sytuacji akta szkody od ubezpieczyciela, za pośrednictwem którego zgłoszono roszczenia wskazuje, że skoro kierujący zbiegł z miejsca zdarzenia, nie można udowodnić jego winy. Jakkolwiek ten fakt niełatwo negować, Fundusz wyciąga z niego zbyt daleko idące skutki. Mianowicie niemożliwość przeprowadzenia egzoneracji ustalonego kierowcy nie wpływa na to, że istnieje jeszcze odpowiedzialność kierowcy nieustalonego, a wina jego jest dla sprawy obojętna, gdyż jak wspominano odpowiada na zasadzie ryzyka. Fundusz jednak jako dłużnik solidarny zdaje się nie wnikać aż tak głęboko i wchodzi w obszary wykładni funkcjonalnej. W uzasadnieniach rozstrzygnięć można przeczytać, że „UFG jest instytucją utworzoną w celu ochrony interesów osób poszkodowanych w sytuacjach, kiedy nie mogą oni pozyskać odszkodowania z innego źródła w szkodach spowodowanych przez osoby nieubezpieczone lub niezidentyfikowane”. Ustawa o ubezpieczeniach obowiązkowych wyraźnie jednak wskazuje, że UFG jest instytucją wykonującą zadania określone w ustawie, a jednym z tych zadań jest  wypłacanie odszkodowań za szkody spowodowane przez nieustalonych sprawców. Tam gdzie ustawodawca chciał ograniczyć odpowiedzialność Funduszu uczynił to wprost w art. 106 wspomnianej ustawy i nie ma podstaw do stosowania dalej idących założeń pozbawionych podłoża normatywnego.

Fundusz przekonany o swej racji, przesyła więc akta do zakładu ubezpieczeń „zgodnie z kompetencjami”. Z kolei zakład ubezpieczeń zazwyczaj powołuje się na okoliczności faktyczne i fakt, że przecież sprawcą wypadku był nieustalony kierujący, a nie ich ubezpieczony. Zakład ubezpieczeń nie przyjmuje przy tym do wiadomości, że nie może skutecznie przeprowadzić egzoneracji. Akta więc ponownie są przesyłane „zgodnie z kompetencjami”. Taka wymiana może toczyć się tygodniami, a nawet miesiącami i nierzadko przerwanie jej wymaga wytoczenia powództwa na drodze sądowej.

Obiektywizm wymaga jednak wskazania, że zdarzają się takie sytuacje, w których Fundusz po otrzymaniu po raz kolejny akt szkody „kierując się dobrem osoby uprawnionej i zasadami współżycia społecznego” dokonuje wypłaty, stanowczo jednak zastrzegając brak swojej odpowiedzialności. Tu pojawia się problem – albo roszczenie jest zasadne w kontekście art. 98 ust. 1 pkt 1 ustawy i  powinno być zaspokojone w terminie 30 dni, a podjęcie takiej decyzji po upływie kilku miesięcy naraża Fundusz na obowiązek zapłaty odsetek ustawowych, albo roszczenie zasadne nie jest i realizacja celu, nawet tak słusznego jak ochrona dobra osoby poszkodowanej, naraża na zarzut niegospodarności.

W opisywanej sytuacji dochodzi do podwójnego pokrzywdzenia – najpierw poprzez udział w wypadku komunikacyjnym, a następnie poprzez konieczność nieuzasadnionego oczekiwania na oczywiście należne odszkodowanie. Zakład ubezpieczeń twierdzi, że wypłacić powinien Fundusz, Fundusz – że zakład ubezpieczeń, a widząc jak długo trzeba było czekać na poprawki w ustawie o ubezpieczeniach obowiązkowych, na kolejną okazję do wdrożenia dyrektywy przyjdzie nam poczekać.

Jako puentę wypada zacytować Reja i to nie w jego najbardziej ubezpieczeniowym wydaniu o mądrości po szkodzie:

„Ksiądz pana wini, pan księdza,
A nam prostym zewsząd nędza.”

Ignorantia iuris nocet po polsku, Bartłomiej Krupa, Gazeta Ubezpieczeniowa, 09.08.2011

Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny zgodnie z art. 98 ust. 1 pkt 1 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych UFG i PBUK odpowiada za szkody na osobie, gdy szkoda została wyrządzona w okolicznościach uzasadniających odpowiedzialność cywilną posiadacza pojazdu mechanicznego lub kierującego pojazdem mechanicznym, a nie ustalono ich tożsamości. W zależności od tego kto dochodzi roszczeń, deliktową podstawą prawną tych roszczeń jest art. 436 § 1 k.c. jeżeli poszkodowanym jest pieszy czy pasażer pojazdu lub art. 415 k.c. w związku z art. 436 § 2 k.c. gdy chodzi o roszczenia innego kierującego. W pierwszym wypadku odpowiedzialność kierującego  jest zaostrzona i opiera się na zasadzie ryzyka, co w praktyce oznacza, że poszkodowany musi udowodnić jedynie, że doznał szkody, a także tego że jej powstanie pozostaje w adekwatnym związku przyczynowym z ruchem mechanicznego środka komunikacji wprowadzanego w ruch za pomocą sił przyrody. Odpowiedzialność jest tu wzmożona gdyż nie jest uzależniona od wykazania zawinienia kierującego.

Inaczej jest w przypadku roszczeń poszkodowanego kierującego, który taką winę musi udowodnić drugiemu kierującemu, który spowodował wypadek. W przypadku jego nieustalenia jest to utrudnione ze względu na brak możliwości ustalenia czy można mu przypisać winę. Trudność taka pojawia się np. ze względu na kwestię ustalenia czy kierujący, który wyrządził szkodę nie był w chwili zdarzenia objęty okolicznościami wyłączającymi winę, wymienionymi w art. 425 § 1 k.c., tj. nie znajdował się w stanie wyłączającym świadome albo swobodne powzięcie decyzji i wyrażenie woli. Oczywiście z okoliczności takich skutek w postaci uniknięcia odpowiedzialności wywodziłby Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny, tak więc to na nim, zgodnie z art. 6 k.c., spoczywałby obowiązek ich udowodnienia.

Warto zwrócić uwagę na to, że ze względu na specyfikę omawianej podstawy odpowiedzialności Funduszu trudności dowodowe są immanentnym elementem postępowań odszkodowawczych w tym przedmiocie. Aby Fundusz rzeczywiście spełniał swoją rolę niezbędne jest podejście do tych kwestii w sposób zabezpieczający przed ewentualnymi wyłudzeniami, ale też pozbawiony nadmiernego rygoryzmu, na co wskazał Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 5 sierpnia 1983 r., IV CR 246/83, w którym sformułowano następujący pogląd: „do identyfikacji pojazdu w rozumieniu § 18 pkt 3 rozporządzenia Rady Ministrów z 28 listopada 1974 r. w sprawie obowiązkowych ubezpieczeń komunikacyjnych (Dz.U. Nr 46, poz. 274) wystarczy ustalenie takiej cechy tego pojazdu, która pozwoliłaby na stwierdzenie z przeważającym prawdopodobieństwem, że jest on objęty obowiązkowym ubezpieczeniem komunikacyjnym”.

Pomijając nawet kwestie ciężaru dowodu przyjęcie, że należy bezspornie wykazać możliwość ponoszenia winy przez nieustalonego sprawcę, którym mógłby być choćby i dwunastolatek próbujący swoich sił za kierownicą, w praktyce wyłączałby odpowiedzialność Funduszu wobec kierowców, którym szkodę wyrządzili nieustaleni sprawcy. Założenie takie byłoby nie tylko irracjonalne, ale i sprzeczne z ideą działania Funduszu, na którego stronie internetowej widnieje hasło „chronimy poszkodowanych”.

Obserwacja praktyki działania Funduszu w zakresie ustalenia terminów przedawnienia roszczeń niestety pozwala poddawać w wątpliwość, czy ochrona poszkodowanych jest w istocie podstawowym wyznacznikiem jego działań. Oczywiście zarzut przedawnienia jako instytucja chroniąca dłużnika może być skutecznie podnoszony i trudno by oczekiwać, że Fundusz będzie zawsze zaspakajał przedawnione roszczenia nie chroniąc własnych interesów, tym bardziej, że po zaspokojeniu roszczeń opartych o art. 98 ust. 1 pkt 1 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych UFG i PBUK nie ma osoby, którą można byłoby obciążyć regresem, ale obecna polityka w tym obszarze wydaje się iść o krok dalej.

Przypadki najbardziej poszkodowanych uczestników ruchu kwalifikowane są przez prokuraturę jako przestępstwa z art. 177 § 1 lub § 2 k.k. Jeżeli sprawca takiego zdarzenia ucieka z miejsca wypadku i pozostaje nieustalony prokuratura jest zmuszona do umorzenia postępowania ze względu na niewykrycie sprawcy. UFG w sytuacjach takich przyjmuje termin przedawnienia roszczenia wynikający z art. 4421 § 1 k.c. a więc termin trzyletni, licząc od kiedy poszkodowany dowiedział się o szkodzie i osobie obowiązanej do jej naprawienia. Wykładnia językowa przepisu wskazuje że dla rozpoczęcia biegu terminu nie jest niezbędne dowiedzenie się o osobie sprawcy szkody, lecz osobie obowiązanej do jej naprawienia. Bieg roszczeń względem kierującego w istocie w takiej sytuacji nie rozpocznie się tak długo jak długo nie zostanie ustalona jego tożsamość, a dzięki brzmieniu art. 4421 § 3 k.c. nawet upływ 10 lat od zdarzenia nie zamknie możliwości dochodzenia roszczeń za szkody na osobie. Jak jednak powiedziano nie chodzi to o sprawcę lecz osobę obowiązaną do naprawienia szkody. Osobą taką w interesujących nas sytuacjach jest Fundusz, zgodnie z art. 96 ust 4 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych ma bowiem osobowość prawną.

Pierwsza powstająca na tym tle wątpliwość odnosi się do problemu wiedzy o tym, że osobą obowiązaną do naprawienia szkody jest Fundusz. Odpowiedzialność Funduszu powstaje z chwilą powstania szkody, co nie oznacza jednak, że w chwili kiedy kierujący oddala się z miejsca wypadku nie podając swoich danych rozpoczyna się bieg terminu przedawnienia, ze względu na to że znana staje się osoba obowiązana do naprawienia szkody – Fundusz. Poszukiwania sprawcy mogą wszak trwać pewien czas i do momentu ich zakończenia nie można mówić, że odpowiedzialność UFG wynika z ustalonego stanu faktycznego. W praktyce przyjmuje się więc, że taki niewątpliwy stan prawny powstaje z chwilą doręczenia postanowienia o umorzeniu postępowania przygotowawczego ze względu na niewykrycie sprawcy. Przesłanka umorzenia jest tu o tyle istotna, że wskazuje na fakt popełnienia przestępstwa tyle, że przez niezidentyfikowaną osobę. Gdyby zaś o popełnieniu przestępstwa nie mogło być mowy choćby ze względu na zachowanie pokrzywdzonego, czy brak możliwości przypisania winy zbiegłemu sprawcy przyczyną umorzenia nie byłoby niewykrycie sprawcy lecz brak znamion czynu zabronionego.

W założeniu, że z chwilą doręczenia postanowienia prokuratury o umorzeniu postępowania można mówić o „dowiedzeniu się o osobie obowiązanej do naprawienia szkody” można jednak dopatrzyć się luk. Pojawia się bowiem pytanie co w przypadku, kiedy o zdarzeniu nie zostanie poinformowana Policja.  Osoba obowiązana do naprawia szkody nie jest znana, a nie ma „urzędowego” potwierdzenia odpowiedzialności Funduszu, przyjąwszy więc, że termin trzyletni rozpoczyna swój bieg od doręczenia postanowienia prokuratury o umorzeniu postępowania nie mielibyśmy tu w ogóle rozpoczęcia terminu przedawnienia. Nie wydaje się, aby zasadne było przyjmowanie, że w takiej sytuacji już w chwili wypadku poszkodowany powinien uznać ucieczkę sprawcy za fakt dowiedzenia się o odpowiedzialności Funduszu. Poszkodowany zresztą do momentu przedawnienia ścigania określonego w art. 101 k.k. mógłby złożyć do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa i liczyć trzyletni termin przedawnienia roszczeń cywilnoprawnych do Funduszu właśnie od momentu otrzymania postanowienia o umorzeniu postępowania ze względu na niewykrycie sprawcy.

Nie można pomijać braku zasadności domniemania, że każdy poszkodowany wie o istnieniu Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego i zakresie jego odpowiedzialności. O braku słuszności takiego domniemania najlepiej może świadczyć ankieta przeprowadzona przez  GfK Polonia
dla UFG przez w terminie 27-31 maja 2010 r. na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie
983 dorosłych Polaków, którym zadano pytanie: Załóżmy, że jest Pan/i ofiarą wypadku drogowego.
Kierowca, który go spowodował uciekł z miejsca wypadku. Kto wtedy wypłaca odszkodowanie?
Na tak sformułowane pytanie tylko 21 % respondentów odpowiedziało wskazując Fundusz. Nie można zatem zakładać, że otrzymanie postanowienia prokuratury o umorzeniu postępowania ze względu na niewykrycie sprawcy jest dla przeciętnego poszkodowanego jednoznaczne z uzyskaniem informacji o osobie obowiązanej do naprawienia szkody. Nawet jeżeli przyjąć taką tezę kierując się premią ignorantia iuris nocet bardziej niż hasłem „chronimy poszkodowanych” trudno mówić o równości wobec prawa, gdy wróci się do problemu osób, które w ogóle nie zgłosiły organom ścigania zdarzenia.

Jeżeli jednak został już wywołany problem równości wobec prawa warto zastanowić się nad nim szerzej na przykładzie poszkodowanych pieszych. Pieszy potrącony przez kierującego samochodem, który to udzieli mu pomocy i wezwie Policję i pogotowie pozostając na miejscu zdarzenia (do czego obliguje go art. 44 ustawy prawo o ruchu drogowym) w przypadku skazania kierującego za popełnienie przestępstwa będzie miał co najmniej 20 lat na dochodzenie swoich roszczeń, co zapewnia mu art. 4421 § 2 k.c. Przypuśćmy jednak, że kierujący z naszego przykładu obawiając się poważnych sankcji za spowodowanie wypadku pod wpływem alkoholu ucieka z miejsca zdarzenia. Trudno mieć wątpliwości, że jest to zachowanie w znacznie większym stopniu naganne, a jednak zgodnie z interpretacją Funduszu poszkodowani w takiej sytuacji powinni korzystać z mniejszej ochrony prawnej – mając jedynie trzy lata na dochodzenie roszczeń. Wykładnia taka opiera się na przyjęciu, że skoro kierujący zbiegł i nie jest znana jego tożsamość nie można też ustalić jego winy będącej niezbędnym elementem przestępstwa, którego wystąpienie warunkuje z kolei dłuższy termin przedawnienia.

Z polityką taką trudno pogodzić się nie tylko ze względów aksjologicznych, ale i mając na uwadze wykładnię sądową obowiązujących regulacji. Jak wskazuje się z wyroku Sądu Najwyższego z dnia 5 maja 2009 r.( I PK 13/2009) „przepis art. 442 § 2 k.c. nie uzależnia stosowania dziesięcioletniego terminu przedawnienia od skazania sprawcy za popełnienie przestępstwa. Stąd też nie stanowi przeszkody do uznania przez sąd cywilny czynu sprawcy szkody za przestępstwo to, że nie został on przez sąd karny uznany za winnego popełnienia przestępstwa. Sąd cywilny (sąd pracy) w takiej sytuacji samodzielnie ocenia, czy zachowanie sprawcy szkody (choćby nieustalonego) stanowiło przestępstwo, jeżeli jest to potrzebne do rozstrzygnięcia w sprawie cywilnej kwestii zasadności zarzutu przedawnienia roszczenia.”  Orzecznictwo w tym przedmiocie wypracowane jest na kanwie odpowiedzialności za wypadki przy pracy, gdzie wielokrotnie przyjmowano termin właściwy dla przestępstwa gdy sprawca pozostawał nieustalony, ale wydaje się ono niemniej aktualne w przypadku kierującego, który brawurową jazdą powoduje sytuację wypadkową a następnie oddala się z miejsca wypadku. Tymczasem Fundusz powołując się w swoich rozstrzygnięciach na nieustalenie sprawcy uznaje to za jednoznaczne z niemożnością przypisania takiej niezidentyfikowanej osobie winy.

Nie zgadzając się z takim podejściem dodatkowo jakoby „z ostrożności procesowej” warto przypomnieć, że „możliwe jest też uznanie zarzutu przedawnienia roszczenia za sprzeczny z zasadami współżycia społecznego (art. 5 kc). Możliwość taka, przyjęta w orzecznictwie (uchwały Sądu Najwyższego: z dnia 10 marca 1993 r. III CZP 8/93 OSNCP 1993/9 poz. 153; z dnia 11 października 1996 r. III CZP 76/96 OSNC 1997/2 poz. 16; uchwała składu siedmiu sędziów z dnia 29 listopada 1996 r. II PZP 3/96 OSNAPiUS 1997/14 poz. 249 i wiele innych orzeczeń), nie jest kwestionowana w doktrynie. Norma art. 5 kc ma wszakże charakter wyjątkowy i może być zastosowana tylko po wykazaniu okoliczności mających taki charakter. Przy ocenie, czy zarzut przedawnienia stanowi nadużycie prawa, rozstrzygające znaczenie mają okoliczności konkretnego wypadku, zachodzące tak po stronie poszkodowanego jak i osoby zobowiązanej do naprawienia szkody. W szczególności mają znaczenie charakter uszczerbku, jakiego doznał poszkodowany, przyczyna opóźnienia dochodzonego roszczenia i czas jego trwania. Możliwość zastosowania art. 5 kc nie zawsze zaś musi być wiązana z negatywną oceną zachowania osoby zobowiązanej do naprawienia szkody, przejawiającego się w utrudnianiu wcześniejszego dochodzenia roszczenia przez poszkodowanego” (Uchwała Pełnego Składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego z dnia 17 lutego 2006 r. III CZP 84/2005). W przypadku poważnych szkód na osobie, gdy poszkodowany nie zostanie poinformowany o możliwości zgłoszenia roszczeń do Funduszu potrzeba ochrony jego słusznych interesów powinna iść dalej niż ochrona pewności obrotu prawnego, jaką zapewnia instytucja przedawnienia. Inicjatywy takie jak Karta Praw Ofiar Wypadków Drogowych niewątpliwie sprzyjają poszerzaniu świadomości odszkodowawczej niemniej jednak nieuprawniony byłby wniosek, że wprowadzają stan uzasadniający przyjęcie, że każdy kto nie zgłasza niezwłocznie swoich roszczeń do Funduszu robi to z niedbalstwa. Jak daleko nam w tym obszarze do europejskich standardów niech świadczy choćby to, że średni poziom szkodowości w kategorii szkód osobowych w państwach członkowskich CEA w roku 2006 wynosił 1,1 %, zaś w Polsce 0,2% (dane za Raportem ProMotor: Szkody osobowe z tytułu OC komunikacyjnego w Polsce).

Rozwiązaniem problemu nierównych standardów ochrony prawnej w sytuacjach analogicznych mogłaby być regulacja wyraźnie wskazująca, że w odniesieniu do roszczeń wynikających z  art. 98 ust. 1 pkt 1 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych UFG i PBUK w przypadku wystąpienia skutku o którym mowa w art. 177 k.k. termin przedawnienia roszczeń od Funduszu ustala się zgodnie z art. 4421 § 2 k.c. i następnymi. Oczywiście można zapewnić właściwą ochronę prawną poszkodowanych stosując obecnie obowiązujące normy prawne, ale przy obecnej polityce wydaje się to możliwe dopiero po rozstrzygnięciach sądowych.

Bartłomiej Krupa


Przejdz na górę strony