Na początku był chaos…, Bartłomiej Krupa, Justyna Halaś, „Dziennik Ubezpieczeniowy” z dnia 07.08.2018 r.

Dziesięciolecie funkcjonowania instytucji zadośćuczynienia z § 4 art. 446 k.c. przypadło na czas, gdy bardzo świeże są doświadczenia z kulminacji wojny cenowej na rynku ubezpieczeniowym. I to właśnie ta instytucja, a nie ubezpieczyciele, może być jej główną ofiarą. W tym kontekście wymowne jest jedno z ostatnich uzasadnień wyroku Sądu Najwyższego na kanwie zadośćuczynień za stany wegetatywne, w którym Sąd nie pozostawił złudzeń ubezpieczycielom, że ich brak przewidywań może być uzasadnieniem dla odmowy ochrony dóbr osobistych jasno wpisujących się w tendencję orzeczniczą panującą od lat.

Sięgając pamięcią do lat poprzedzających wejście w życie § 4 art. 446 k.c., należy przypomnieć, że najpowszechniejszym roszczeniem formułowanym przez osoby uprawnione po śmierci poszkodowanego było odszkodowanie za znaczne pogorszenie sytuacji życiowej. Pomimo na pozór jego majątkowego charakteru, zakłady ubezpieczeń i sądy uwzględniały w nim czynniki o charakterze niewymiernym, jak utrata pomocy, a nawet ból, poczucie osamotnienia i krzywdy po śmierci osoby bliskiej, jeśli wpłynęły chociażby na osłabienie aktywności życiowej i motywacji do przezwyciężania trudności dnia codziennego, czy w szczególności zabiegania o poprawę swojej sytuacji majątkowej (tak np. w wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 10.06.2008 r., sygn. akt VI ACa 686/07).

Zadośćuczynienia: reaktywacja

W tym samym czasie pojawiały się także próby dochodzenia roszczeń za szkodę niemajątkową na podstawie art. 448 k.c. w związku z naruszeniem dóbr osobistych spowodowanych śmiercią osoby bliskiej, jednak ze względu na dość konserwatywne stanowisko samych ubezpieczycieli i konieczność prowadzenia żmudnego, trwającego często latami procesu sądowego, poszkodowani niechętnie decydowali się na ich egzekwowanie.

Na problem ten zwrócił uwagę Rzecznik Praw Obywatelskich, który w wystąpieniu z dnia 17 października 2006 r. skierowanym do Ministra Sprawiedliwości wniósł o zwiększenie ochrony ofiar wypadków komunikacyjnych poprzez zamieszczenie w Kodeksie cywilnym przepisu o zadośćuczynieniu pieniężnym za krzywdę z powodu śmierci osoby najbliższej. Nie wydaje się, aby można było mówić w kontekście tego wniosku o jakiejś przesadnej tendencji do obciążania ubezpieczycieli, a zgodnie z ich oczywistą retoryką – wszystkich kierowców, skutkami roszczeniowej postawy rodzin ofiar wypadków. Po pierwsze bowiem, nie wprowadzono do polskiego prawa cywilnego nowej instytucji, a reaktywowano konstrukcję znaną już przedwojennemu Kodeksowi zobowiązań, po drugie zaś możliwe stało się uzyskanie rekompensaty zgodnej z powszechnym poczuciem sprawiedliwości, bez wikłania się w konstrukcje dowodowe oparte na utracie przyszłych – trudno wymiernych korzyści, tym samym bezprzedmiotowe stały się bezpardonowe argumenty, które zdarzały się w stanowiskach ubezpieczycieli, jak choćby wskazywanie, że śmierć małoletniego dziecka w praktyce oznacza nie szkodę majątkową, a zmniejszenie kosztów utrzymania rodziny.

I tak źle, i tak niedobrze

Wprowadzenie nowelizacji Kodeksu cywilnego z jednej strony spowodowało poprawę spójności systemu prawnego poprzez równoległe istnienie dwóch uzupełniających się roszczeń, ale z drugiej, zwłaszcza w pierwszym roku jej stosowania, rodziło sporo wątpliwości interpretacyjnych i to nie tylko co do kręgu osób uprawnionych – co pozostaje przedmiotem dyskusji do dnia dzisiejszego, ale w szczególności co do kwestii dowodowych w zakresie wykazania, że u osób występujących z roszczeniami doszło do krzywdy uzasadniającej przyznanie zadośćuczynienia. Notabene, albo przewrotnością, albo brakiem znajomości uwarunkowań społecznych wykazywali się na niektórych konferencjach prominentni przedstawiciele środowiska ubezpieczeniowego, pokpiwając z roszczeń składanych przez dwudziestu kilku uprawnionych po śmierci jednej osoby, gdyż model wspólnego wielopokoleniowego zamieszkiwania i gospodarowania rodzin romskich powodował, że zasadność takich roszczeń była w praktyce uznawana i to nie tylko w procesach sądowych.

Ówcześnie częstą praktyką ze strony zakładów ubezpieczeń było oczekiwanie udokumentowania wystąpienia u osoby roszczącej rozstroju zdrowia psychicznego, zaś w przypadku jego braku – przyjęcie, że niepatologicznie przebiegający proces żałoby jest zjawiskiem naturalnym, a co za tym idzie, nie występuje w jego przypadku takie natężenie krzywdy, które warunkowałoby powstanie odpowiedzialności odszkodowawczej (por. Zadośćuczynienie pod lupą, Bartłomiej Krupa, Albert Demidowski, Miesięcznik Ubezpieczeniowy, nr 4/2010). Praktyka ta, sygnalizowana ówczesnemu Rzecznikowi Ubezpieczonych przez doradców odszkodowawczych, spotkała się, z racji braku podstaw prawnych, z jego krytyką i ustała, zaś w późniejszym okresie podjęcie leczenia psychiatrycznego zaczęło być przyjmowane jako czynnik, który może warunkować wysokość wypłat, lecz nie występowanie szkody jako takiej.

Medialne zadośćuczynienia i ostra krytyka

Nie bez znaczenia dla rozwoju omawianej instytucji było wydarzenie, które spowodowało, że „zadośćuczynienie za śmierć” stało się instytucją szeroko komentowaną w mediach, a mianowicie ugody zawarte w imieniu Skarbu Państwa przez Prokuratorię Generalną z rodzinami ofiar katastrofy smoleńskiej. Tzw. kwoty smoleńskie – 250 tys. zł – stały się przedmiotem licznych kontrowersji i świadczenia przyznawane rodzinom ofiar wypadków komunikacyjnych istotnie od nich odbiegały, ale na pewno nie pozostały bez wpływu na społeczną percepcję zadośćuczynień. W tym samym okresie coraz głośniej wybrzmiewał głos tych osób, które utraciły bliskich przed wejściem w życie wspomnianej nowelizacji, co stawiało je w gorszej sytuacji prawnej. Równolegle można było w tym czasie usłyszeć o roszczeniach kierowanych do Skarbu Państwa na podstawie art. 448 k.c. przez bliskich ofiar, które zginęły w katastrofie rządowego samolotu Casa. Kolejne próby uregulowania tej kwestii były realizowane orzeczeniami Sądu Najwyższego potwierdzającymi prawo bliskich poszkodowanych do zadośćuczynienia, jednak i to nie spowodowało finalnie uznania tych roszczeń przez zakłady ubezpieczeń.

Do przesilenia doszło w 2013 r., kiedy to zarówno na łamach prasy branżowej, jak i w mediach powszechnych problem podejścia ubezpieczycieli stał się przedmiotem ostrej krytyki tak ze strony środowiska odszkodowawczego, jak i ówczesnego Rzecznika Ubezpieczonych. Stało się jasne, że praktyka zakładów ubezpieczeń była całkowicie oderwana od sądowej wykładni uregulowań prawnych i wynikała wyłącznie ze skali zobowiązań, z jaką musieli się wówczas zmierzyć, i to w okresie apogeum gry o udziały w rynku, która przybrała skalę wyniszczającej wojny cenowej. Działania doradców odszkodowawczych w tym czasie rozwinęły się na masową skalę, co przełożyło się na niespotykane dotąd liczby skarg zarówno do Rzecznika Ubezpieczonych, jak i Prezesa UOKiK. Dnia 2 stycznia 2014 r. Rzecznik Ubezpieczonych wystąpił do Sądu Najwyższego z wnioskiem o rozstrzygniecie kwestii zadośćuczynienia z art. 448 k.c. przy szkodach sprzed 3 sierpnia 2008 r., a ten ostatni, w dniu 27 czerwca 2014 r. w składzie siedmiu sędziów wydał postanowienie (sygn. akt III CZP 2/14) o odmowie podjęcia uchwały. W praktyce oznaczało to brak wątpliwości związanych z tym zagadnieniem. W kolejnych latach, poszkodowani, przy wsparciu doradców odszkodowawczych, dochodzili roszczeń związanych z naruszeniem dobra osobistego po śmierci osoby bliskiej w skumulowanej czasem oczekiwania na rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego liczby spraw, obejmujących zdarzenia, które miały miejsce po 28 grudnia 1996 r., kiedy to do Kodeksu cywilnego wprowadzono możliwość uzyskania zadośćuczynienia przez osobę uprawnioną, zastępując w ten sposób dotychczasowy zapis o odpowiedniej sumie pieniężnej na rzecz Polskiego Czerwonego Krzyża.

Standaryzacja, czyli jak nie wylać dziecka z kąpielą

Po okresie wzmożonej aktywności w obszarze dochodzenia roszczeń wynikających z zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych, obecnie można zaobserwować stabilizację wynikającą z realizacji znacznej części skumulowanego portfela spraw w latach poprzednich. Doświadczenia minionego pięciolecia, kiedy do sądów kierowano sporą liczbę pozwów o zapłatę, pozwoliły na wypracowanie ugruntowanego orzecznictwa, a dzięki temu wysokość zadośćuczynień dla poszczególnych grup uprawnionych jest obecnie możliwa do oszacowania przez uczestników rynku. Tym samym należy uznać za element proregulacyjnej retoryki tezy o braku przewidywalności zadośćuczynień, które w toku prac w ramach zespołów zadaniowych przy Forum Zadośćuczynień KNF, padały ze strony zakładów ubezpieczeń. Podobnie jak próby ustalania kwot tych świadczeń na podstawie zbiorczych danych obejmujących nie tylko kwoty zasądzane przez sądy, ale także wysokości ugód pozasądowych zawieranych przez zakłady ubezpieczeń. Taką próbę na zakończenie prac zespołu zadaniowego podjęła Polska Izba Ubezpieczeń. Finalnie, Komisja Nadzoru Finansowego przyjęła w swoim raporcie końcowym wartości średnich wypłat dla poszczególnych grup uprawnionych wynikające m.in. z tych ugód, które, jak łatwo się domyślić, wpłynęły na obniżenie rekomendowanej wysokości świadczenia.

Trwające obecnie próby standaryzacji zadośćuczynień idą w parze z pracami nad nową instytucją w postaci „powetowania”, które miałoby zastąpić dotychczasowe zadośćuczynienie należne bliskim ofiar wypadków komunikacyjnych. To oczywiście dla samego legislatora oznacza brak problemów związanych z dotychczasowym kilkudziesięcioletnim dorobkiem orzeczniczym instytucji zadośćuczynienia i możliwość zamknięcia spodziewanych wypłat w określone ramy, z ograniczeniem prawa do sądu wyłącznie do zagadnień czysto formalnych. Z drugiej strony, wprowadzenie tej instytucji zupełnie odmieniłoby postrzeganie dóbr osobistych i wprowadziłoby wyraźną dysproporcję w polskim systemie prawnym. Podczas gdy w związku z rozwojem otaczającej nas rzeczywistości nowe dobra osobiste, jak chociażby prawo do ochrony danych osobowych, tajemnica korespondencji, reputacja w social media czy prawo do niezakłóconego urlopu, zyskują na znaczeniu, po wprowadzeniu tabeli ustalającej maksymalne kwoty „powetowania”, deprecjacji ulegnie najistotniejsze z nich w postaci prawa do życia w rodzinie.

Dążenie do uregulowania zadośćuczynień za śmierć osoby bliskiej dziwi tym bardziej, że obecnie mamy do czynienia ze stabilizacją zarówno w zakresie liczby wypadków komunikacyjnych, jak i ofiar śmiertelnych, które od lat utrzymują się na podobnym poziomie. Historyczne portfele skumulowane w wyniku oczekiwania na rozstrzygnięcie prawa do zadośćuczynienia przez Sąd Najwyższy w większości zakończyły się już prawomocnymi wyrokami, wobec czego trudno oczekiwać, że liczba takich spraw będzie się utrzymywała na dotychczasowym poziomie. Być może dlatego wśród tych propozycji pojawiają się postulaty, które można odczytywać jako dążenie do retroakcji prawa, tj. wyłączenia czy modyfikacji możliwości dochodzenia roszczeń już istniejących i nieprzedawnionych.

Kto będzie ofiarą

Dziesięciolecie funkcjonowania instytucji zadośćuczynienia z § 4 art. 446 k.c. przypadło na czas, gdy bardzo świeże są doświadczenia z kulminacji wojny cenowej na rynku ubezpieczeniowym. I to właśnie ta instytucja, a nie ubezpieczyciele, może być jej główną ofiarą. W tym kontekście wymowne jest jedno z ostatnich uzasadnień wyroku Sądu Najwyższego na kanwie zadośćuczynień za stany wegetatywne, w którym Sąd nie pozostawił złudzeń ubezpieczycielom, że ich brak przewidywań może być uzasadnieniem dla odmowy ochrony dóbr osobistych jasno wpisujących się w tendencję orzeczniczą panującą od lat.

Na koniec trzeba sobie zadać pytanie – w jakim stopniu rozwiązania forsowane przez zakłady ubezpieczeń przyczynią się do polepszenia sytuacji osób uprawnionych, jaki to będzie miało wpływ na już wątpliwe zaufanie społeczne do zakładów ubezpieczeń i jaka jest rzeczywista przyczyna podjęcia prac w tym obszarze, bo przecież nie jest nią ani rosnąco lawinowo liczba ofiar, ani zwiększona liczba roszczeń z tego tytułu, ani też brak przewidywalności, wszak wyroki sądów powszechnych dostępne są jednym kliknięciem myszy. Wydaje się, że dopiero odpowiedź na to pytanie mogłaby otworzyć właściwą dyskusję nad problemem zadośćuczynień i niewykluczone, że wnioski byłby w tym przypadku zupełnie inne.

 

To dopiero początek…, Bartłomiej Krupa, Justyna Halaś „Miesięcznik Ubezpieczeniowy”, nr 12, grudzień 2017 r.

To dopiero początek…

Ostatnio na rynku ubezpieczeniowym sporo się dzieje. Oczywiście nie pozostaje to bez wpływu na rynek odszkodowawczy, którego przedstawiciele nie tylko śledzą bieżące wydarzenia, ale także aktywnie w nich uczestniczą. To jednak tylko jedna strona rynku. Wszak najważniejszy był i nadal jest klient, którego niespecjalnie w obliczu jego sytuacji absorbują prace nad standaryzacją zadośćuczynień czy regulacją kancelarii odszkodowawczych. Dla niego najważniejszy jest szybki powrót do zdrowia albo do równowagi psychicznej zachwianej tragiczną śmiercią bliskiej osoby. I to właśnie na tą ostatnią potrzebę odpowiadają kancelarie odszkodowawcze, które po latach prowadzenia swojej działalności stały się już nie tylko pełnomocnikiem w postępowaniu likwidacyjnym, ale opiekunem zajmującym się kompleksowym wsparciem osób poszkodowanych na skutek wypadku komunikacyjnego. Lata doświadczeń spowodowały, że obecnie można mówić o postępującej w tempie wręcz lawinowym profesjonalizacji doradców odszkodowawczych, którzy poza reprezentacją przed ubezpieczycielem, zapewniają poszkodowanym wsparcie w procesie karnym, cywilnym, rehabilitacji, a  nawet w przekwalifikowaniu zawodowym. Co więcej, dostrzegając społeczne problemy związane z dominacją silnych podmiotów finansowych, z którymi klienci najczęściej nie mają dużych szans, kancelarie poszerzają swoją ofertę o nowe produkty, jak chociażby dochodzenie roszczeń związanych z popularnymi polisolokatami, czy też kredytami walutowymi na zakup nieruchomości.

Jednocześnie sam rynek stał się na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat wysokokonkurenyjny i między bajki można już włożyć historie o prowizjach sięgających połowy odszkodowania, czy horrendalnych kosztach naliczanych w związku z prowadzeniem sprawy. Obecnie standardem staje się prowizja na poziomie kilkunastu czy dwudziestukilku procent przy jednoczesnym zagwarantowaniu kompleksowej usługi odszkodowawczej, w tym obejmującej zapewnienie bezpłatnego pełnomocnika procesowego.

Jak to się zaczęło?

Żeby odpowiedzieć na pytanie, jaka jest rola kancelarii odszkodowawczych we współczesnej gospodarce rynkowej, należy wrócić do korzeni. Jeszcze kilkanaście lat temu niewielu poszkodowanych zgłaszało swoje roszczenia za pośrednictwem profesjonalnego pełnomocnika. Tym samym to ubezpieczyciel przejmował inicjatywę nie tylko w zakresie ustalania odpowiedzialności, ale także szacowania rozmiarów szkody. Sam poszkodowany, nie dysponujący specjalistyczną wiedzą, raczej nie potrafił polemizować ze stanowiskiem zakładu ubezpieczeń, który decydując o wypłacie świadczenia był jednocześnie dłużnikiem i podmiotem decydującym o istnieniu długu i jego wysokości.

Sytuacja zaczęła się zmieniać wraz z 2005 rokiem, kiedy na rynku powstawały kolejne podmioty oferujące doradztwo odszkodowawcze. Okazało się, że ich działalność nie tylko umożliwiała poszkodowanym wyrównaną, przez zaangażowane środki osobowe i kapitałowe, polemikę z ubezpieczycielem, ale coraz częściej wpływała na cały rynek. Nie sposób nie odnieść się tu chociażby do działań doradców odszkodowawczych w zakresie roszczeń z art. 448 k.c. Przypomnijmy, że pomimo kolejnych rozstrzygnięć Sądu Najwyższego, praktyka orzecznicza sądów powszechnych nie była w pełni jednolita, z czego korzystali pozywani ubezpieczyciele. Jednocześnie zakłady ubezpieczeń, do których z racji udziału w rynku trafiało najwięcej takich spraw, konsekwentnie składały apelacje od niekorzystnych dla nich wyroków wydanych w odniesieniu do wspomnianej materii. Prawdziwa eskalacja problemu nastąpiła w 2013 roku, kiedy zarówno na łamach prasy branżowej, jak i w mediach powszechnych stanowisko prezentowane przez ubezpieczycieli stało się przedmiotem ostrej krytyki tak ze strony środowiska odszkodowawczego, jak i ówczesnego Rzecznika Ubezpieczonych. W konsekwencji rok później Rzecznik Ubezpieczonych wystąpił do Sądu Najwyższego z wnioskiem o rozstrzygniecie kwestii możliwości domagania się zadośćuczynienia na podstawie art. 448 k.c. dla rodzin osób, które zginęły w wypadkach sprzed 3 sierpnia 2008 roku, jak zresztą kilku innych nie mniej ważkich zagadnień, które do dziś budzą kontrowersje rynkowe. Dnia 27 czerwca 2014 r. Sąd Najwyższy w składzie siedmiu sędziów wydał postanowienie (sygn. akt III CZP 2/14) o odmowie podjęcia uchwały w odpowiedzi na pytanie Rzecznika Ubezpieczonych o następującej treści: Czy osobie najbliższej przysługuje z tytułu umowy obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych zadośćuczynienie pieniężne za doznaną krzywdę wynikającą z naruszenia jej dobra osobistego w postaci szczególnej więzi emocjonalnej ze zmarłym, nawet gdy śmierć nastąpiła przed dniem 3 sierpnia 2008 r.? Zgodnie z art. 61 § 1 ustawy o Sądzie Najwyższym, jeżeli skład Sądu Najwyższego uzna, że przedstawione mu zagadnienie wymaga wyjaśnienia, a rozbieżności – rozstrzygnięcia, podejmuje uchwałę, w przeciwnym razie odmawia jej podjęcia. Mając na uwadze fakt, że Sąd Najwyższy już kilkukrotnie powtarzał swoje stanowisko w zakresie możliwości zasądzenia, w tym od zakładu ubezpieczeń, zadośćuczynienia z tytułu utraty osoby bliskiej na podstawie art. 448 k.c., można było przypuszczać, że kwestię tę Sąd uznał za jednoznacznie rozstrzygniętą we wcześniejszych orzeczeniach.

Zarówno znaczny portfel spraw nazywany przez ubezpieczycieli „historycznym”, jak i następujące w tym okresie zmiany w prawie polegające zarówno na wydłużeniu okresów przedawnienia czy wprowadzeniu w 2008 r. zadośćuczynienia za krzywdę spowodowaną śmiercią osoby bliskiej doprowadziły, przy trwającej wojnie cenowej i ustalaniu składek na nieadekwatnym poziomie, do spadku wyników finansowych ubezpieczycieli, którzy ponad rok temu, zainicjowali niemal kampanię społeczną poświęconą wysokości składek ubezpieczeniowych. Na skutek interwencji KNF oraz nienajlepszych wyników finansowych, zakłady ubezpieczeń postanowiły o podwyższeniu składek, które w wielu przypadkach wzrosły dość radykalnie. Ciekawa była przy tym narracja towarzysząca tym podwyżkom, która, co oczywiste, nie odnosiła się do skutków wojny cenowej, ale wzrostu wypłacanych odszkodowań i braku ich przewidywalności. Skoro zatem ustalono (a ściślej ubezpieczyciele ustalili) „prawdziwą” przyczynę ich problemów, należało podjąć dalsze działania, w celu „ochrony” (a jakże!) społeczeństwa przed rosnącymi wzrostami składek, eskalowanymi (a jakże!) przez kancelarie odszkodowawcze…

Ma być przewidywalnie, czyli mniej

Ubezpieczyciele postanowili zainteresować tym „problemem” ustawodawcę, a także Urząd Komisji Nadzoru Finansowego. Spowodowało to powołanie zespołów roboczych w ramach Forum Zadośćuczynień przy KNF, których zadaniem była analiza wyroków sądowych wydanych w sprawach zdarzeń ze skutkiem śmiertelnym i ustalenie kwot zasądzanych przez sądy dla poszczególnych grup uprawnionych. Równolegle tematem składek OC zajął się Parlamentarny Zespół ds. Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego pod przewodnictwem posła Adama Abramowicza. W ramach prac Zespołu odbyło się m.in. spotkanie w ramach „Okrągłego Stołu”, zwieńczonego zresztą raportem WEI, w którym zaproponowano m.in. „zmiany przepisów prawa polegające na wyłączeniu możliwości dochodzenia na swoją rzecz zadośćuczynień za własną krzywdę przez członków rodzin osób ciężko poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych, z tytułu uczestnictwa członka rodziny w cierpieniu i niepełnosprawności osoby poszkodowanej w wypadku”, wyłączenie refundacji roszczeń poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych w zakresie kosztów leczenia w placówkach prywatnych, w przypadkach, gdy byłoby możliwe uzyskanie świadczeń medycznych i rehabilitacyjnych w placówkach lecznictwa otwartego czy też wspomnianą wcześniej standaryzację zadośćuczynień. Finalne stanowisko Zespołu nie było już tak radykalne, wskazano w nim m.in. na kwestię ustalenia kręgu uprawnionych i konkretnych kwot.

Jakkolwiek wyniki prac w ramach Forum Zadośćuczynień nie zostały jeszcze upublicznione, to odnosząc się do ostatecznych ustaleń tego gremium należy wskazać na szereg wątpliwości konstytucyjnych, a także niezgodności z prawem unijnym zaproponowanych rozwiązań o charakterze legislacyjnym.

Analizując jednak standaryzację zadośćuczynień z punktu widzenia działalności kancelarii odszkodowawczych nie należy oczekiwać drastycznego spadku popytu na ich usługi. Trzeba bowiem pamiętać, że wypłata odszkodowania musi być poprzedzona ustaleniem istnienia i zakresu odpowiedzialności ubezpieczyciela, a to zagadnienie jest nierzadko problematyczne i sporne na etapie postępowania likwidacyjnego. Z drugiej strony trudno wyobrazić sobie konstytucyjność rozstrzygnięcia zamykającego poszkodowanemu prawo do sądu, a to z kolei będzie się wiązało z generowaniem jeszcze większej niż dotąd ilości procesów sądowych kwestionujących automatyzm w przyznanym uprawnionemu świadczeniu. Zapewnienie właściwej obsługi nie będzie przy tym trudne, bo już teraz można zaobserwować zwiększoną skłonność poszkodowanych do dochodzenia należnych roszczeń w procesie sądowym, a w umowach kancelarii odszkodowawczych niemal standardem jest zapewnienie bezpłatnej obsługi w procesie sądowym, połączonej z pokryciem kosztów sądowych.

Nie sposób nie wspomnieć również o tym, że kancelarie były, są i będą rynkowym gwarantem stosowania prawa przez instytucje rynku finansowego. Jak pokazywała dotychczasowa praktyka, nawet jednoznaczne uregulowanie pewnych zagadnień poparte wykładnią sadową i działaniami organów regulacyjnych czy publicznych instytucji prokonsumenckich nie gwarantowało jeszcze respektowania praw najsłabszych uczestników rynku. Aktualnym przykładem takiej praktyki jest odmowa refinansowania kosztów leczenia prywatnego, która nie ustąpiła pomimo działań Rzecznika Finansowego i ostatecznie nawet Sadu Najwyższego. Wydawać by się mogło, że nastąpiła tu pełna „przewidywalność” – ubezpieczyciele powinni uwzględniać koszty leczenia w kalkulacji składki, poszkodowani teoretycznie w tym zakresie nie powinni już generować popytu na usługi profesjonalnych pełnomocników. Teoretycznie… w praktyce w warstwie operacyjnej ubezpieczycieli niewiele się zmieniło, w warstwie strategicznej – pojawiły się propozycje wyraźnego ustawowego wyłączenia roszczenia o pokrycie leczenia poza systemem publicznej służby zdrowia.

Regulacja a profesjonalizacja

Może się wydawać, że innym zagrożeniem dla rynku kancelarii odszkodowawczych jest zaproponowana przez Rzecznika Finansowego ich regulacja sprowadzająca się do objęcia nadzorem i wprowadzenia ograniczeń stanowiących w istocie fenomen w polskiej gospodarce rynkowej. W ostatnich latach można bowiem zaobserwować raczej deregulację uzasadnianą jako potrzeba realizowania w sposób właściwy konstytucyjnej zasady społecznej gospodarki rynkowej. Analiza propozycji przedstawionych w toku dyskusji nad założeniami do ustawy o doradztwie odszkodowawczym może wskazywać na chęć ochrony poszkodowanych przy użyciu jednak takich rozwiązań, które mogą ograniczać rynek, a tym samym pozostawiać poszkodowanych bez oferty ze strony profesjonalnych pełnomocników. Odnosi się to zarówno do potrzeby tworzenia odrębnego samorządu, jak i konieczności określenia wymogów dla umów stosowanych przez doradców czy w końcu maksymalnej kwoty wynagrodzenia. Obserwując współczesny rynek kancelarii odszkodowawczych trudno nie zauważyć, że rywalizacja o klienta nie sprowadza się już wyłącznie do konkurowania niskim wynagrodzeniem prowizyjnym, ale zapewnieniem kompleksowej opieki odszkodowawczej, której zainteresowani coraz częściej oczekują. Doradcy odszkodowawczy zapewniają swoim klientom zarówno rehabilitację w ramach własnych placówek, jak np. notowana na giełdzie spółka Votum S.A. lub też poprzez współpracę z siecią przychodni, ale także obejmują wsparciem w procesie powrotu do normalnego życia. Przykładem takiego programu jest realizowany przez spółkę Votum pakiet „Pierwsze kroki” w ramach którego poszkodowany otrzymuje możliwość specjalistycznego oprotezowania, dostosowania pojazdu czy mieszkania do potrzeb osoby niepełnosprawnej, jak również przekwalifikowania zawodowego umożliwiającego mu dalszą aktywność na rynku pracy.

Na koniec należy zauważyć oddziaływanie na rynek odszkodowawczy również innych bodźców rynkowych niż tylko lobbing ubezpieczycieli, czy tendencje regulacyjne. Zmiany na rynku pracy powodują, że coraz częściej dotychczas popularny model akwizycji poprzez rozbudowane sieci prowizyjne ustępuje pola sprofesjonalizowanym grupom sprzedażowym o modelu działania bliższym przedstawicielowi medycznemu niż agentowi ubezpieczeniowemu. Wynika to nie tylko z warunków rynku pracownika, ale także znacznej penetracji tradycyjnych kanałów sprzedaży. Tym samym aktywność kancelarii odszkodowawczych w coraz większym stopniu przenosi się do Internetu.

Internet staje się jednak już nie tylko źródłem szybkiego pozyskiwania informacji o tym, gdzie zdarzyły się wypadki o najpoważniejszych skutkach, ale również poszukiwania kontaktu z klientem. Błyskawiczna reakcja call center, czat z konsultantem, czy marketing afiliacyjny stają się codziennością w branży odszkodowawczej. Tym samym w korporacyjnym wydaniu dochodzenie odszkodowań będzie w coraz większym stopniu stawało się działalnością nie przypominającą już tylko tradycyjnej kancelarii prawniczej poszerzonej o dodatkowe usługi, lecz coraz bardziej będzie zbliżało się do działalności big data. Na krajobraz ten wpłynie również niewątpliwie wszystko co od maja 2018 roku czeka nas w związku z obowiązywaniem RODO.

Obserwując obecnie rynek kancelarii odszkodowawczych nie sposób oprzeć się wrażeniu, że to zupełnie inne podmioty od tych, które zaczynały swoją przygodę z tym sektorem jeszcze kilkanaście lat temu. Społeczna potrzeba, lata doświadczeń, kompetencje kadry i współpraca z profesjonalnymi pełnomocnikami sprawia, że obecnie kancelarie odszkodowawcze oferują klientowi kompleksowe wsparcie po wypadku komunikacyjnym. Jest to rynek dojrzalszy i bardziej wymagający niż 10 lat temu, ale błędem byłoby zakładanie, że jego rola się wyczerpała. Nie zmieni tego ani projektowana standaryzacja części roszczeń (i zabiegi o standaryzowanie kolejnej części), ani ewentualna reglamentacja ich działalności. Kancelarie istnieją, bo w naszym społeczeństwie mocno zakorzeniła się możliwość skorzystania z pomocy w relacji z podmiotami sektora finansowego, które często projektowały swoje produkty nie uwzględniając społecznych kosztów generowania wyniku finansowego.

W tym samym czasie, w którym kancelarie bacznie wsłuchiwały się w potrzeby klientów, konstruując przemyślaną ofertę, ubezpieczyciele prowadzili wojnę cenową, która doprowadziła do wypłacania nieadekwatnych odszkodowań, co finalnie wpłynęło na niski poziom zaufania społecznego do nich. Patrząc jednocześnie na ich chęć dalszego ograniczania świadczeń należnych poszkodowanym, z całą stanowczością należy powtórzyć za klasykiem: „Nie idźcie tą drogą…”.


Przejdz na górę strony